Logo PSHK

PIELĘGNOWANIE WEWNĘTRZNEGO OGRODU

Poruszająca opowieść Indu Jus o mądrości jej brata Dr Jusa.

O pielęgnowaniu wewnętrznego ogrodu: chwasty bólu, liście żalu i niebezpieczne kamienie smutku.

“Co ty robisz?” Zapytałam. Byłam naprawdę zainteresowana, ponieważ zawsze robił coś wartego uwagi. W szerokim kapeluszu, klęcząc na miękkiej ziemi, odwrócił się twarzą do mnie, gdy tylko usłyszał moje pytanie. To był nikt inny jak mój brat, dr Mohinder Singh Jus. Uśmiechając się tak ciepło niczym słońce, odpowiedział: „A jak to wygląda?” Zerknęłam przez jego ramię i zobaczyłam masę łodyg i roślin leżących obok niego w równym stosie – Wyrywasz te rośliny? Ach, ale co z nimi jest nie tak? Spojrzał na stos i niezwłocznie odpowiedział na moje pytanie; „Nie ma w nich nic złego, ale aby posadzić kwiaty lub piękne rośliny, trzeba najpierw usunąć chwasty, które zdążyły się tu nagromadzić”.

“Chwasty?!” – zapytałam z niedowierzaniem. Niektóre z nich były całkiem ładne, z delikatnymi żółtymi kwiatami na wierzchołkach łodyg, na których wciąż
błyszczała rosa. „Ale przecież są takie piękne, dlaczego ich nie zostawisz? Lubię je”. Uśmiechnął się na to, mówiąc: „Cóż, i tak zamierzałem zrobić sobie przerwę, napijmy się czegoś”. […] Zaraz wrócę – powiedziałam i pobiegłam do kuchni, wracając za chwilę z naszymi przekąskami.

Było lato, a New Delhi było niezwykle ciepło. To był czas, kiedy byłam jeszcze na studiach, a mój brat miał dwie duże kliniki homeopatyczne, które prowadził. Była niedziela, to był właściwie jedyny dzień, w którym robił inne rzeczy niż homeopatia; jak malowanie, granie na instrumencie, wędrówki po okolicznych wzgórzach lub, przy tej okazji, proste ogrodnictwo w domu. Wybraliśmy zacienione miejsce pod olbrzymim drzewem morwowym, które znajdowało się na dziedzińcu domu, z widokiem na główny ogród i usiedliśmy tam. […]

– To takie miłe – powiedziałam, wyciągając ręce w górę z uśmiechem. „Cieszę się, że dzisiaj żyję”. Mój brat zaczął pić, ale jego brew uniosła się lekko i spojrzał w moją stronę. Widząc jego spojrzenie zapytałem “Ki gal?” czyli „Co jest?” w języku pendżabskim… nasza rozmowa, która była w całości w języku pendżabskim, zostanie przetłumaczona tutaj, ale tym razem przedstawię jego odpowiedź tak, jak to powiedział: […] Dobrze to słyszeć, ale powinnaś wdychać odurzający zapach życia każdego dnia (nie tylko dzisiaj)”. „Codziennie?” Zapytałam. “Prosisz o zbyt wiele. Nikt nie może być szczęśliwy całe dnie” powiedziałam, krzyżując ramiona, patrząc na niego spojrzeniem (zawsze) wyższości. Grając w tę grę, również skrzyżował ramiona, doskonale mnie naśladując, po czym wysokim głosem (niepokojącym jak mój) powiedział: „Nie powiedziałem, że będziesz szczęśliwa przez cały dzień, powiedziałem, że  będziesz szczęśliwa każdego dnia – w pewnym momencie, każdego dnia”. […]

„Dlaczego powinniśmy starać się być szczęśliwi, w pewnym momencie każdego dnia?” Odstawił szklankę i podejrzewałam, że odpowie na moje pytanie w bezpośredni i rzeczowy sposób, ale jego oczy przybrały ten aż nazbyt znajomy wyraz introspekcji. Był skarbnicą wiedzy, tak, ale co ważniejsze, najbardziej podziwiałam jego wrodzoną mądrość, do której wydawał się mieć dostęp zawsze i we właściwym czasie.

Wyciągając przed siebie ramię, zapytał: „Co tam widzisz?” Spojrzałam tam, gdzie wskazywała jego dłoń. Ogród, choć nie ogromny, wciąż był duży i atrakcyjny dla oczu. Stanowił  centralny punkt domu i tam, gdzie większość domów na dziedzińcach miała tylko kamień lub beton w środku ogrodu, nasz miał bujny trawnik i był otoczony roślinami, kwiatami, winoroślami i krzewami wszystkich odmian, kolorów i kształtów . To było wspaniałe. – „Piękny ogród” – powiedziałam, jakbym była przez krótką chwilę nieświadomie  zahipnotyzowana. – Tak, ale co jeszcze? Naciskał. „Pachnące kwiaty i piękne kolory?” Domyśliłam się. Skinął głową na zgodę. Potem, gdy był pewien, że nie dodam już nic więcej stwierdził: „Ogrody odzwierciedlają naturę tych, którzy o nie dbają”.

Czułam się tak, jakby jakiś delikatny wiatr właśnie przeleciał z daleka. Byłam zachwycona tym stwierdzeniem. “Dlaczego?” Zapytałam. Uśmiechnął się uprzejmie jak zawsze, po czym spojrzał w stronę ogrodu i odpowiedział: „Pytałaś mnie, dlaczego wyrywam chwasty”. Kiwnęłam głową, chcąc powtórzyć moje wcześniejsze pytanie, ale zanim zdążyłam powtórzyć, jak piękne są dla mnie te chwasty, powiedział coś, czego nigdy nie zapomniałam.

„Tak jak ogrodnik usuwa chwasty, aby stworzyć piękną i harmonijną przestrzeń, tak musi to zrobić każdy wewnętrzny ogrodnik. W rzeczywistości decyzja o ich usunięciu wynika nie z tego, co widzą oczy zwykłego ogrodnika, ale z tego, co wewnętrzny ogrodnik pragnie zobaczyć”. Byłam naprawdę zakłopotana, ale czułam się, jakbym usłyszała coś głębokiego, mimo to poczułam, że coś mi umknęło…
– Wewnętrzny ogrodnik? Zapytałam. Spojrzał na mnie, a jego oczy w tym momencie wydawały się przenikać całą moją istotę. „Twoje prawdziwe ja. Twoja dusza”. […] To, co powinnaś zobaczyć tutaj, to kształt i symetria ogrodu, jak wszystko przenika się i łączy, aby stworzyć wrażenie spokoju”. Zgodziłam się z tym, bo ogród był rzeczywiście bardzo starannie zaaranżowany.

„Ale niektóre gałązki i kamienie są tam i leżą jedynie pod niektórymi roślinami lub obok innych, a niektóre również tworzą niepowtarzalne wzory, aby zapewnić poczucie harmonijnej równowagi”. Spojrzałam i zrozumiałam teraz, co miał na myśli; efekt był taki, że gałązki, kamienie i liście [wszystkie wady] podkreślały piękno kwiatów i roślin, zamiast je im odbierać.
„Chwasty rzeczywiście mogą być piękne, niektóre są nawet pożywne i zdrowe, jeśli wiesz, które z nich zbierać. Ale aby ogród cieszył oko, chwasty muszą zostać usunięte. Tak jak wszystkie wszelkie luźne kamienie lub rzeczy, które nie leżą na swoim miejscu. Celem nie jest wypielęgnowanie ogrodu ani dążenie do perfekcji, celem jest stworzenie błogiego widoku, który poruszy duszę i wzbogaci serce”. Zaniemówiłam, ponieważ nigdy nie myślałam aż tak głęboko o ogrodnictwie. Rzeczywiście uważam kwiaty i niektóre rośliny za ładne, ale nigdy nie myślałam o „całości” w tym kontekście.

Wyczuwając, że chcę usłyszeć więcej, kontynuował. „Widzisz, każdy z nas nosi w sobie nagromadzenie rzeczy podczas naszego życia, które mogą być postrzegane jako niepotrzebne lub
psujące naszą wewnętrzną harmonię. Wszyscy mamy w sobie chwasty i martwe liście, które albo rosną tam, gdzie nie powinny, albo po prostu leżą na wierzchu, ale nie wzbogacają gleby naszego serca”. “Na przykład??” Zapytałam. Spoglądając na mnie współczującym spojrzeniem, powiedział; „Chwasty bólu, martwe liście żalu i niebezpieczne kamienie smutku”.

Zawsze byłam emocjonalną dziewczyną, a przebywanie wśród ludzi, których kochałam, czyniło mnie jeszcze bardziej. To był ktoś, kogo kochałam bardziej niż siebie, więc jego słowa coś we mnie poruszyły i łza zaczęła spływać po mojej twarzy. Uśmiechnął się szeroko, jakby chciał powiedzieć „Ty głuptasku” i uściskał mnie. Wracając na swoje miejsce, powiedział: „Pamiętasz, jak umarł nasz dziadek?” Spojrzałem na niego z bolesnym wyrazem twarzy, tak jak to było w zeszłym roku, i skinąłem głową. „Byłeś tak blisko niego, wiem. Ze wszystkich nas, dzieci, miał z tobą szczególną więź, ponieważ byłaś najmłodsza. Bardzo za nim tęsknisz, prawda? Stwierdził. Trochę się załamałam, kiedy to powiedział…

Tak, wiem” było jedyną rzeczą, jaką mogłam odpowiedzieć. – Ale widzisz, moja droga siostro – powiedział, ujmując moją dłoń – ten smutek, który nieustannie do niego czujesz, jest w rzeczywistości twoim wewnętrznym nieuporządkowanym ogrodem. Twój duch ma pamiętać wspaniałe chwile, które z nim przeżyłaś, wszystkie te chwile, kiedy śmiał się, dotykając brody – pamiętasz to? Zaśmiałam się. „Oczywiście, że tak. Chichotał, gdy recytował mi śmieszne dowcipy, a potem gładził brodę, gdy to robił. Uwielbiałam, kiedy to robił”.

– Widzisz – powiedział. “Już zaczęłaś oczyszczać swój ogród z tych bolesnych kamieni”. W Twoim życiu będzie o wiele więcej wyzwań, prób i smutków moja siostro. Chciałbym móc wziąć je wszystkie na siebie, ale w rzeczywistości wiem, że nie mogę. Jesteś w swojej własnej podróży i musisz sama ich doświadczyć. Ale chcę, żebyś mi obiecała, że kiedy będziesz odczuwać smutek…spróbujesz ułożyć te kamienie w piękny wzór w swoim wewnętrznym ogrodzie. Kamienie nadal tam będą, ale twój sposób patrzenia na smutek i ich kształt w twoim sercu będzie inny. Ułóż z nich ścieżkę tak, abyś nadal mogła je widzieć, ale w ten sposób nie będą już stanowiły zagrożenia dla ciebie i twojego życia. […[ Tak jak ból, tak samo chwasty. Ból lubi powracać raz za razem. Niezależnie od tego, czy jest to umysłowy, emocjonalny czy fizyczny ból. Jako ogrodnicy możemy tylko ze stoickim spokojem je zrywać, wybierać i podejmować kroki, aby aby nasz ogród wyglądał pięknie. Tak, wiemy, że chwasty mogą powrócić, ale przynajmniej przez jakiś czas możemy cieszyć się spokojną przestrzenią bez nich”.

— A martwe liście? Zapytałam. “Tak…”. To była jego natychmiastowa odpowiedź […]. „Być może najbardziej bezużyteczne i użyteczne z nich wszystkich są te liście”. Nic nie wnoszą, a jedynie ozdabiają nasz ogród żalu. Wiele osób lubi mówić „Nie żałuję”, „Żyj pełnią życia” i „Nie oglądaj się za siebie”. Oczywiście wszyscy z nich mają rację, ale tak jak kamienie smutku są ciężarem w naszym sercu, tak chwasty bólu nieustannie rosną, bez względu na to, jak często je zrywasz… tak również te liście żalu po prostu pozostają na powierzchni, niewinnie, prawie unosząc się…Myślimy, co jest w nich złego? Cóż, jeśli będzie ich wystarczająco dużo, mogą przykryć cały nasz ogród i całkowicie zrujnować jego harmonię”.

„Musimy UŻYWAĆ tych liści, moja siostro. Zawsze wykorzystuj swój żal, aby ulepszyć swój wewnętrzny ogród. Kompostuj je, mulczuj i używaj ich do wzbogacania gleby. Używaj ich do budowania lepszego ogrodu, lepszego życia. Wiem, że łatwo jest to powiedzieć, ale Ty musisz spróbować. Jeśli postrzegasz swoje żale jako coś złego i zawsze patrzysz na nie leżące tam, jako coś, co mogło zrujnować twoje życie, to one właśnie tam będą leżeć i będą spoglądać na Ciebie zawsze, gdy tylko się odwrócisz. Ale jeśli zadbasz o to, by zauważyć, że nawet w twoich żalach jest jakaś wartość… jeśli ze współczuciem zbierzesz te wady i rozczarowania w swoje ręce i zakopiesz je z szacunkiem w swoim sercu, aby pomagały Ci wzrosnąć… wtedy odkryjesz klucz do wolnego życia i naprawdę staniesz się swoim wewnętrznym ogrodnikiem.

Uściskałam go i uśmiechnęłam się do mojego niesamowitego brata, który poprzez coś tak małego i często lekceważonego, jak prosty ogród, nauczył mnie życia i podchodzenia do jego wyzwań. Od tamtej pory jego słowa kierują mną w moim życiu. Miał rację, w tym, że utrzymując porządek w naszych ogrodach, doświadczamy piękna. To wymaga pracy i każdego dnia trzeba o nią dbać. Ale kiedy cofniemy się i podziwiamy efekty, przynajmniej raz dziennie, poczujemy pewną radość.

Wspomnienia Indu Jus zostały opublikowane z okazji tegorocznych urodzin dr Jusa.